opowiescizulkasztanowej Kategoria: ULICA KASZTANOWA. Tagi: , , , ,

Kasztankowa Rodzinka

Gdzieś na południu Polski, na obrzeżach jednego z jej pięknych miast, znajdowała się Ulica Kasztanowa. Biegła łagodnie wzdłuż podmiejskiej doliny i cała obrośnięta była dostojnymi, sędziwymi już kasztanowcami o rozłożystych, bujnych i soczyście zielonych koronach. Na jednym z takich okazów przyrody mieszkała nietypowa Rodzinka Kasztanków – Kasztanek Filipek, jego mała siostra Lucynka, Mama Kasztanka oraz Tata Kasztanek.

Kasztanek Filipek, którego zwali też Fifi, był rezolutnym, ciekawym świata czterolatkiem. Bardzo lubił samochodziki i budowle z klocków, które można było tymi samochodzikami burzyć. Uwielbiał czekoladę, a nie lubił marchewki. Nie miał żadnej ulubionej maskotki, ale za to miał pełno ulubionych kulek i piłeczek. Był też wielkim kolekcjonerem najróżniejszych patyczków i kamyczków a także największym zdobywcą wszelkich dziupli, kałuż i dziur pełnych błota. Chodził już do przedszkola, gdzie się bawił, uczył i miał wielu wspaniałych przyjaciół, z którymi można było płatać coraz to nowe figle.

Jego siostrzyczka Lucynka, na którą wszyscy wołali Lusia, była radosną małą dziewczynką, mimo że dużo płakała, ale to jak każda mała dzidzia. Miała zaledwie roczek i jeszcze nie umiała chodzić, dlatego nie była jeszcze w przedszkolu, ani nawet żłobku. Najbardziej lubiła swoją przytulankę mysię Dusię i swój smoczek. Nie lubiła jak Filip nie pozwalał bawić się jej jego zabawkami, a co jeszcze bardziej było dla niej oburzające – gdy zabierał zabawki, które należały do niej, jak to na prawdziwego brata przystało. A miała wiele drewnianych klocków, grających grzechotek i kolorowych książeczek, które służyły Filipkowi za różne konstrukcje i tory wyścigowe. Jednak Lusia długo się nie gniewała, gdyż bardzo lubiła przyglądać się niezwykłej zabawie Filipka.

Mama Kasztanka i Tata Kasztanek byli kochającymi, dobrymi rodzicami. Dużo pracowali, ale tak samo dużo się śmiali i jednocześnie dużo czasu spędzali ze swoimi małymi Kasztankami. Razem wiedli niezwykle ciekawe i radosne życie, jak to na kasztankową rodzinkę przystało. Każdego dnia mieli wiele przygód, które jeszcze poznamy.

A wszystko zaczęło się od pewnego dnia, gdy Kasztanek Filipek zapytał swoją mamę:

– Mamusiu, a dlaczego moja skorupka jest zielona, a twoja czerwona?

– Filipku, twoja skorupka jest jeszcze malutka i dlatego zielona, jeszcze ma czas się zmienić – spokojnie wytłumaczyła mama.

– A Lusi skorupka też jest zielona, bo jest malutka? – zapytał ciekawy Filipek.

– Tak, mój drogi – zapewniła go mama.

– A na jaki kolor zmieni się moja skorupka? Czy ty wiesz mamusiu? Ty wiesz wszystko! – dociekał jej mały synek.

– Filipku, nikt nie może wiedzieć tego jaki kolor przybierze twoja skorupka, nawet ja. Ona sama wie najlepiej i wybierze taki kolor jaki będzie dla ciebie najlepszy i będzie ci się najbardziej podobał – cierpliwie wyjaśniała mama.

– A mi się bardzo ale to bardzo podoba taki niebieski, jak ma tata! – zawołał gorliwie Filipek.

– Tak, wiem mój drogi Fifi – uśmiechnęła się mama – i twoja z pewnością będzie podobna, ale jednak nie taka sama. Każdy z nas przyjmuje jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy kolor – łagodnie wyjaśniała.

– Oj mamusiu! Nie mogę się doczekać jaki będzie mój! – podskoczył z radości Fifi.

– Zobaczysz, jak będziesz rósł i uczył się nowych, ciekawych dla ciebie rzeczy, to barwa twojej skorupki będzie się zmieniała. Wszyscy będziemy mieli okazję zobaczyć jaki to będzie kolor. Tak samo będzie w przypadku Lusi – zapewniła swojego synka mama.

– Tak, tak! – skakał i wesoło klaskał w dłonie Filipek. Ale po chwili spoważniał i powiedział z żalem:

– Mamo, a dlaczego niektóre kasztanki mają taką brzydką, ciemną brązową, a nawet czarną i popękaną skorupkę? Widziałem takie smutne starsze panie i panów w naszym parku, a nawet niektóre dzieci takie skorupki miały! Bardzo były niegrzeczne i złe.

– Mój drogi Filipku, niekiedy jest tak, że czyjaś skorupka nie może się prędko zmienić, albo nie zmienia się nigdy, ale zawsze trzeba wierzyć, że się jednak zmieni – dalej objaśniała mama.

– Mamusiu, chciałbym żeby wszystkie kasztanki miały piękne kolory, wtedy nasz park byłby taki wesoły i radosny! I nikt nie byłby smutny i zły – rozmarzył się mały Fifi.

– Mój synku, my także możemy wiele zrobić, by świat wokół był taki – przekonywała go dalej. – Wystarczy choćby nasz uśmiech dla smutnych, albo pomoc dla tych, którzy jej potrzebują. Choć niekiedy trudno jest pomóc.

– Na przykład mogę dać komuś swoje zabawki? – szukał pomysłów Fifi. – Ale trudno byłoby mi je komuś oddać… – dodał po namyśle.

– Tak, to dobry przykład Filipku. Ale wszystkiego uczymy się z czasem. Na pewno kiedyś będziesz mógł podzielić się z kimś lub nawet oddać komuś swoje zabawki – zapewniała mama.

– Mamusiu, ty jesteś taka mądra. Chciałbym być taki mądry jak ty! – wskoczył na jej kolana Fifi.

– Już jesteś bardzo mądry, Fifi – przyznała, przytulając swojego synka.

I tak zaczęła się prawdziwa kasztankowa przygoda.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *