egoicon Kategoria: RODZICIELSTWO. Tagi: , , , , , , , , , , ,

Jak zrzucić „starą skorupę”, czyli wszystko o ego

Dlaczego niektórzy widzą szklankę do połowy pustą, podczas gdy inni – pełną? Czym jest ego? Jak je rozpoznać? Jak się objawia? Dlaczego jest zwane „starą skorupą”? Jak ją zrzucić, by zacząć żyć świadomie, móc być świadomym człowiekiem, a co za tym idzie – świadomym rodzicem, małżonkiem, pracownikiem, itd? Jak na powrót odnaleźć swoje własne, pierwotne JA? Na te (i inne) pytania – odpowiedzi znajdziecie już w tym poście, którego treść bazuje na coachingu uznanych mentorów światowej sławy takich jak Jacek Walkiewicz, Mateusz Grzesiak oraz Dr. Shefali Tsabary.

Kilka lat temu, miałam ogromne szczęście otrzymać (zupełnie przypadkiem) życiową, jakże kluczową dla mnie radę od pewnego bardzo szanowanego pana w sędziwym już wieku, przy tym niewiarygodnie doświadczonego psychiatry, który powiedział mi tak: „Masz dużą samoświadomość jak na swój wiek. Jednak najpierw powyjaśniaj jeszcze te wszystkie sprawy, które są niejasne i tworzą zamęt w twojej głowie, a potem możesz dalej spokojnie ruszać w świat. Wiele już dokonałaś i wiem, że tego też dokonasz. Będziesz miała bardzo szczęśliwą rodzinę”. Trudno byłoby mi zacząć ten dzisiejszy wpis bez wspomnienia tych tak istotnych słów. Tak naprawdę wszystko się od nich zaczęło. Wcześniej nie miałam większego pojęcia o samoświadomości. To znaczy, zawsze nazywałam to autorefleksją, intuicją, przeczuciem bądź wyczuciem, czy coś jest dobre, czy coś jest złe. W psychologii nazywa się to inteligencją emocjonalną, który to termin  najściślej wiąże się z pojęciem samoświadomości. (Więcej o samej świadomości i nieświadomości, pisałam już w pierwszym odcinku tutaj, a także tutaj). Zatem, miałam pewną świadomość, ale często trudno było mi sobie radzić z tym, co złego mnie w życiu spotykało. Próbowałam różnych sposobów, ale niestety – często nieświadomie – niewłaściwych. Niekiedy nawet nic nie robiłam, bo byłam po prostu nieświadoma i zrzucałam odpowiedzialność na takie a nie inne doświadczenia w życiu. I tak tworzyło się błędne koło. Istniała zatem spora szansa na to, że to błędne koło obejmie i moją własną rodzinę! Koszmarna wizja, czyż nie? Okazuje się jednak, że niejednokrotnie nauką, ale również inspiracją dla nas jest właśnie samo otoczenie, baczna obserwacja swoich (i nie tylko) emocji i zachowań wobec tego, co się naszym życiu osobistym, profesjonalnym, ale i światowym dzieje (nie zawsze dobrego, niestety). Jednak, choć niezwykle trudne, ale jakże ważne jest by uświadomić sobie, żeby chłonąć jak najwięcej z tego co nas szczególnie interesuje i co dobrego się w naszym życiu wydarza, a nie z porażek i przykrości jakich doznaliśmy my lub nasi najbliżsi, albo społeczeństwo, w którym przyszło nam żyć, o czym wspaniale przekonuje światowej sławy mentor Mateusz Grzesiak. Miałam ostatnio możliwość (ale muszę przyznać, że też szczęście!) uczestniczenia w jego wykładzie „Egorcyzmy. Czym jest i jak działa ego” (również wydał książkę pod tym samym tytułem). Polecam  posłuchać tego trenera lub śledzić jego darmowy mentoring na profilu FB (wystarczy polubić jego profil, by uzyskać dostęp). Mateusz Grzesiak bardzo przekonująco przedstawia mechanizm działania ego oraz przekazywania go z pokolenia na pokolenie. Rozmawiając z nim osobiście po wykładzie, powiedział mi: „Zostaw szczęście męża – mężowi, syna – synowi. A zajmij się sobą tak byś ty była szczęśliwa. Wtedy twoi bliscy będą się w tym szczęściu kąpać. Pamiętaj, by przy tym nigdy więcej nikomu nie „córkować”, ani nie „matkować”. Dokładniej chodzi tu o nic innego, jak o odnalezienie swojego własnego, pierwotnego JA (czego nie należy właśnie mylić z ego – fałszywym ja, ani jego pochodną – egoizmem – nadmiernym poczuciem własnej wartości). Według trenera Grzesiaka, to zadanie powinno być skierowane do całego naszego narodu (tutaj polecam Szczęście to budować lepszą Polskę * instrukcja odczytu pod postem), następnie społeczności, rodzin, a wreszcie – jednostek, czyli nas samych, gdzie tak naprawdę tkwi źródło przekazywania różnych ego z pokolenia na pokolenie (ego ojca, matki, rodziny, kobiety, mężczyzny, męża, żony, pracownika, wiecznie narzekającego Polaka, a raczej – Polaczka, czyli jak to w jednym zbiorze nazywa – „spuścizna narodowa Polaczków”; ale to nie tylko dotyczy polskiego narodu – Mateusz Grzesiak uczy ludzi na całym świecie). A wszystko przez to, że sami obserwowaliśmy różne sytuacje najpierw w domu rodzinnym, później w szkole, pracy, itd. gdzie właśnie rozsiewano tzw. ziarno nieświadomości, a co za tym idzie – przyklejano nam tzw. etykiety (typu: nieuk, nieudacznik, niedorajda, darmozjad, maminsynek, ofiara losu, brzydal, flegmatyk, złośnik, nerwus, wiercipięta, kłamczuch, leń, maruda, mruk, gbur, idiota, debil, ale również: kujon, geniusz, przystojniak, dusza towarzystwa, marzyciel, romantyk, imprezowicz, szczęściarz, wrażliwiec, włóczykij, itp.). Mateusz Grzesiak, między innymi, podaje wspaniały przykład jak zmienił siebie z nieświadomego ojca, jakim był – w świadomego jakim chce być (Szczęście to dojrzała relacja ojca z synem oraz Szczęście to Papi time). Podobnie zmienił swoje podejście z „mam żonę”, na „jestem mężem dla swej żony” (Szczęście to randka z żoną). Pokazując przy tym, że jest to możliwe! Czasem potrzeba takiego właśnie katalizatora, by zdać sobie sprawę z tak istotnych, a jakże nieświadomych faktów. Bez tego nie moglibyśmy nieraz ruszyć dalej, mając przysłowiowe „klapki na oczach”, czyli przyklejone owe etykiety, i po prostu najzwyczajniej w świecie pozostaniemy nieświadomymi wielu spraw, a potem i nasze dzieci, wnuki, itd. I wiedziemy takie „wegetatywne życie”, życie jakby czyjeś, a nie nasze, bo „przecież tak żyli i robili nasi rodzice, dziadkowie”, itd. W taki sposób błędne koło wciąż pozostaje zamknięte i tylko od nas zależy, czy je wreszcie przełamiemy. Niekiedy zdarza się, że nie spotkamy żadnych mentorów, ani w rodzinie, ani wśród mądrych znajomych z otoczenia, ani w życiu zawodowym. Może w ogóle nie będziemy mieli ku temu sposobności i warunków. Jednak Mateusz Grzesiak przekonuje, że nie powinniśmy się nigdy poddawać i pozostawać w miejscu, a co gorsza – zrzucać odpowiedzialności na innych i tłumaczyć się takimi a nie innymi okolicznościami, jakie napotkaliśmy w życiu. Podkreśla, aby pamiętać, że zawsze jesteśmy odpowiedzialni sami za siebie i zawsze sami poszukujmy, bez względu na to, „co się powinno albo nie powinno robić” według innych. Nie mówmy: „I tak mi się nie uda, nie dam rady„, ale „Potrafię, dam radę!”. Starajmy się zawsze widzieć szklankę do połowy pełną. Oczywiście, jako dzieci, z natury czyste i niewinne (to ważne – ŻADNE dziecko nie rodzi się złe!), chłonęliśmy wiele z otoczenia jak gąbka i wtedy nie byliśmy odpowiedzialni za to, co i w jaki sposób przekazali nam inni. Ale przychodzi taki moment w naszym życiu, kiedy musimy to wszystko poddać autorefleksji i wziąć odpowiedzialność za własne życie – na własne barki. Zatem słuchajmy siebie (znów – nie mylić z egoizmem), słuchajmy mądrych, inspirujących ludzi i otaczajmy się nimi, szukajmy ich w życiu, słuchajmy dobrej muzyki otaczającego nas świata, czytajmy dobre książki, oglądajmy dobre filmy, poznawajmy dobry świat, kształcąc się w świadomie wybranym kierunku (lub szukając go małymi krokami), prowadźmy świadome rozmowy. Trener Grzesiak mówi: „Codziennie czytasz na swoim facebook’owym wall’u wpisy typu: „znów się nudzę i pierdzę w stołek”, „o Boże! znów leje”. Od razu wyrzuć ze znajomych! Po co karmić się tak pustymi informacjami?„. W zamian poleca wypróbować jak Facebook (i generalnie internet) może stać się narzędziem do samorozwoju: „Szczęście to otaczać się wiedzą”. Zatem, nieustannie uczmy się, podejmujmy również ryzyko, dokonujmy zmian i podejmujmy odważne decyzje (nie muszą być właściwe, bo do takich i tak w życiu dojdziemy). Aż wreszcie znajdziemy to, czego szukamy, o czym z kolei przekonuje Jacek Walkiewicz. Podczas jego wykładu „Pełna moc możliwości”  (wydał również książkę pod tym samym tytułem), na którym również byłam, jasno tłumaczy, że mamy nieskończone ilości własnych możliwości, a nie nieświadomie narzuconych. Wystarczy zajrzeć w głąb siebie i je odnaleźć. Pan Jacek chciał kupić kampera (co było od zawsze jego marzeniem) – to kupił. Chciał skoczyć z wodospadu w Nowej Zelandii – to skoczył. W ten sposób przekonuje, aby nie odkładać też marzeń na później, a dokładniej – nie odwlekać poszukiwań swojego JA w czasie. Jednym takie „zgłębianie siebie” zajmie dłużej, innym krócej. Ważne, by podążać stale tą drogą i z niej nie zbaczać. Niekiedy dzieje się to kosztem wielu wyrzeczeń, ale warto. Syn pana Walkiewicza musiał rzucić studia, opuścić rodziców i wyjechać aż do Ameryki Południowej, by odnaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Jednak ojciec w pełni to zaakceptował i wręcz kibicował synowi w tej podróży, ale oczywiście z nim nie pojechał, tylko pozostawił mu przestrzeń w samodzielnym działaniu. To niezwykle ważne dla dorosłego już dziecka, by mu nie „matkować”, ani nie „ojcować”, a raczej – przyjacielsko towarzyszyć, jak mówi Mateusz Grzesiak (według wspomnianych już wyżej jego porad). Podobnie zresztą zrobił sam Grzesiak, który spędził wiele samotnych miesięcy na stepach krymskich w poszukiwaniu siebie, podczas gdy jego znajomy powiedział: „A w Beskidach się nie dało?”. Ja sama przeniosłam się kiedyś z jednym plecakiem swoich rzeczy do zupełnie innego miasta, innego regionu, tak różnego od mojego rodzinnego, by móc poukładać swoje życie i spojrzeć na nie z pewnego dystansu. Ważne, by nigdy nie pozostawać biernym i tkwić w czymś, z czym nie jesteśmy spójni. Tylko w ten sposób możemy być prawdziwie szczęśliwi, choćby nawet wydawało się inaczej i że cały świat jest przeciwko nam. Wspaniale jest mieć przy tym wspierające bliskie osoby (tak jak pan Jacek ciepło wspomina wsparcie jego żony, jak i Mateusz Grzesiak – swojej). Będziemy też nieraz potrzebowali odpoczynku w samotności i przystanku na coraz to nowe przemyślenia oraz porządki w głowie, co też jest częścią samorozwoju. Bo niezwykle ważne jest wiedzieć, że pozostawienie pewnych problemów bez rozwiązań objawia się późnej w najmniej spodziewanych momentach (szczególnie w kryzysowych i problematycznych chwilach) naszego życia poprzez nasze niewłaściwe zachowanie – to właśnie to działanie nieświadome, czyli nasze ego. Czy nie przytrafiło nam się to nieraz? Czy nie zadajemy sobie w takich sytuacjach pytania: „Czy to jestem ja? ” Nie uświadamiamy sobie wtedy: „Nie byłem sobą, to do mnie nie podobne, wcale tego nie chciałem”. Natomiast w przypadku, kiedy wszelkie sprawy poddajemy na bieżąco rozważaniom z wyciągnięciem wniosków, zawsze później będziemy świadomi swoich myśli i emocji, będziemy je rozumieć i nad nimi panować. Będzie to trudne, gdyż niejednokrotnie będziemy wystawiali je „na pokaz”, ale tylko dzięki temu się wiele nauczymy, z czasem nabierzemy w pełni świadomości, a autorefleksja będzie przychodziła nam z coraz to większą łatwością.

Zapewne niektórzy z nas zadają sobie pytanie – a co ze sprawami szczególnie trudnymi, których jesteśmy świadomi, ale których nie da się rozwiązać? Otóż w sprawach szczególnie beznadziejnych, większych i mniejszych (a takich w życiu przecież sporo doświadczamy i często pozostają bez rozwiązania) po prostu należy powiedzieć sobie: „Nie mam na to wpływu” (jak mój drogi mąż zwykle mawia 🙂 i świadomie odpuścić, idąc dalej i skupiając się na tym co jest tu i teraz dla nas najważniejsze. Kiedyś, jak już wspomniałam, nie zdawałam sobie z tego sprawy i nieustannie drążyłam, przejmowałam się, pewne sytuacje, sprawy po sto kroć do mnie wracały. Teraz już wiem, że życie płynie swoją falą i jak się jej nie poddamy, jak będziemy ciągle stawiać jej opór, to możemy nigdy nie zaznać szczęścia, a co więcej – i nasi bliscy tego szczęścia nie zaznają. Dr. Shefali Tsabary (uznana trenerka świadomego rodzicielstwa na całym świecie) w swojej książce „Świadomi Rodzice. Budząc siebie, wzmacniasz swoje dziecko”  – radzi nam, aby porzucić wszystko to co nas w danym momencie życia trapi, czyli  – zrzucić „starą skorupę”  (wierzę, że kiedyś też uda mi się tę mentorkę usłyszeć osobiście). Dodaje, że „Nasze ego to inaczej ślepie przywiązanie do tego, jak sami siebie postrzegamy – obraz siebie, który mamy we własnej głowie. Cały nasz sposób myślenia, emocje i zachowania, zakorzeniony jest w tym obrazie”. Czyli ego to obraz nas samych, który może mocno odbiegać od tego kim w istocie jesteśmy. Wymienia tu różne rodzaje ego (wizerunku, doskonałości, statusu, konformizmu, trzymania wszystkiego pod kontrolą – polecam się w to zagłębić w wyżej wspomnianej książce). Egoistyczne przywiązania, które przesłaniają nasze prawdziwe ja, ukrywają naszą zdolność do pozostawania w stanie radości i jedności ze wszystkimi i wszystkim. Zaznacza przy tym, że możemy wyjść poza to ego. Oczywiście, nie jest to takie łatwe, bo w niektórych przypadkach problemy nie rozwiążą się, a sprawy nie wyjaśnią się od razu. Jednak już sama świadomość, by nad nimi pracować lub panować jest dużym zwrotem do zmian. Następnie, krok po kroku, świadomie odpuszczać (jeśli nie mamy na nie wpływu) bądź rozprawić się z wszelkimi problemami z przeszłości (szczególnie), jak i bieżącymi (błahymi i nie), a także przyszłymi, które już teraz stanowią dla nas jakąś przeszkodę. Polecam brać udział w różnych warsztatach, czytać publikacje, chodzić na wykłady. Ja też wzięłam udział w różnych treningach, m.in. asertywności, komunikacji, wzorców myślenia i emocji uczenia się, czy warsztatach dla rodziców i wykładach wspomnianych wyżej mentorów. Nie trzeba też daleko szukać, czy też czytać trudne książki. Już w oglądanych przez nas filmach możemy dostrzec jak ego wpływa na życie ludzi (np. wspomniane już na blogu filmy „Drugie oblicze”, „Podróż na sto stóp”, czy „Ratując pana Banksa”). Tylko mając tę świadomość, możemy nawiązać prawdziwą więź z samym sobą. Tylko dzięki takiej transformacji będziemy szczęśliwi, a poprzez to będziemy mogli nawiązywać szczególne więzi z innymi, a co najważniejsze – z naszymi własnymi dziećmi. Dr. Tsabary mówi, by od nich czerpać tę radość z bycia tu i teraz. Zrzucić starą skorupę i zacząć uczyć się siebie od nowa od tych drogich nam istot, które mają naturalną zdolność życia w stanie pozbawionej ego świadomości. Podkreśla: „Przez utratę kontaktu z własnym światem, kaleczymy swoją zdolność do wychowywania, które zawsze bierze początek w istocie naszego bytu”. A to nasze dzieci przecież będą stanowiły o społeczeństwie przyszłości. Społeczeństwie, które nie powinno być spuścizną naszych problemów i bólu. One i bez naszych problemów, będą miały dość swoich do rozwiązania, a my mamy im w tym tylko towarzyszyć, a nie pogrążać. Zatem, aby nawiązać prawdziwą więź z naszym dzieckiem  – najpierw musimy nawiązać więź z samym sobą!
Czego wszystkim moim Czytelnikom serdecznie życzę! Ja sama wciąż nad tym pracuję 🙂

krok_2

* Linki do porad Mateusza Grzesiaka będą się wczytywały tylko po zalogowaniu się na FB i polubieniu przez Was jego profilu, pozostając zalogowanym.

  ***

W następnym odcinku serii „Świadome Rodzicielstwo” dowiemy się więcej o AKCEPTACJI i tym jak może nam ona pomóc wyjść poza własne ego w sprawach wychowania naszych dzieci (i nie tylko).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *