akceptacja Kategoria: RODZICIELSTWO. Tagi: , , , , , , , , ,

Akceptacja

Z pewnością niejednego rodzica dręczą nieraz myśli, że jego dziecko jest „nie takie” jakie sobie wyobrażał, jakiego oczekiwał, że zachowuje się tak lub robi to czego „nie powinno”, stwarza problemy wychowawcze. Że już dłużej tak nie damy rady. Jednak czy zastanowiliśmy się nad tym dlaczego tak się dzieje i skąd u nas takie myśli? Jak możemy sobie pomóc, by obie strony – rodzic i dziecko – były szczęśliwe, mogły stworzyć i utrzymać zdrową długoterminową relację? Dziś zdradzimy rąbka tajemnicy i techniki jak uwolnić siebie i dzieci od potrzeby naszej… aprobaty, bo to o niej będzie mowa. Zapraszamy!

O tym, jak ważną rolę w byciu rodzicem odgrywa nasza świadomość i nieświadomość była mowa już tutaj, z kolei tu przedstawiliśmy jak nasze ego wpływa na relacje z otoczeniem i jak światowej sławy mentorzy pomagają nam sobie z tym radzić.
Natomiast dziś przybliżymy temat akceptacji, która ma bardzo duży związek z naszą świadomością i ego.

Zazwyczaj nie jesteśmy świadomi jak bardzo przywiązujemy nasze dzieci do siebie i do naszej aprobaty dla ich zachowań. W rezultacie doprowadzamy do tego, że stają się niewolnikami naszej oceny ich postępowania. Albo ciągle nie dajemy im naszej zgody, albo uzależniamy je od niej.

Dr Shefali Tsabary w swojej książce „Świadomi rodzice. Budząc siebie, wzmacniasz swoje dziecko” pyta nas: „Czy możesz sobie wyobrazić, jak musi czuć się dziecko, głodne twojej akceptacji i pełne lęku przed jej brakiem?”. Z pewnością czułoby się zupełnie inaczej, gdyby wiedziało, że rodzice bezwarunkowo akceptują je i szanują. Dzieci wiedzą, że swoim zachowaniem niejednokrotnie mogą napytać sobie biedy, ale to nie to samo co brak poczucia że są akceptowane i szanowane za to, kim są.

Musimy przyjąć, że dzieci, już z racji urodzenia – mają przywileje:
– posiadania i wypowiadania swojego zdania,
– wyrażania swoich uczuć,
– ucieleśniania swojego ducha.

Zarówno brak naszej aprobaty, jak i sama aprobata – stanowią pewien rodzaj kontroli.
Aprobata bądź dezaprobata wkrada się niepostrzeżenie kiedy chwalimy swoje pociechy (za ich sukcesy, itp), a to bardzo szybko wpływa na sposób, w jaki dzieci postrzegają swoje prawdziwe ja. W taki sposób będzie to tylko ego, które definiuje inne ego i reaguje na nie w sztywny i wypaczony sposób. Dlatego właśnie wciąż popełniamy błędy i wciąż zmagamy się z jakimiś trudnościami.

Bez względu na rodzaj zainteresowań naszych dzieci, ich osobowość, cechy, które wykazują w trakcie swojego rozwoju, powinniśmy je (i siebie) uwolnić od naszej aprobaty. Dr Tsabary podkreśla, że o ile samo zachowanie dziecka może, a wręcz powinno być poddawane kształtowaniu, by mogło zestroić się ze swoim „ja”, to to „kim jest” – musi być przez nas bezwarunkowo uznane i szanowane. Dziecko jest tym kim jest, bez przepraszania za to, że żyje. Choć możemy nie wyrażać aprobaty dla jakiegoś zachowania, zawsze musimy wyraźnie i całkowicie akceptować prawo naszych dzieci do bycia takimi jakimi są. Odnoszenie się do nich i reagowanie na nie tak, jak tego potrzebują, wymaga od nas akceptacji, wyzbycia się wspomnianego już wyżej naszego ego i włożenia dużo pracy nad naszą świadomością.

W poprzednich odcinkach „Świadomego rodzicielstwa” podkreślaliśmy, jak bardzo wychowanie dziecka stwarza okazje do zmiany nas samych. Należy porzucić fantazje o sobie, jako rodzicu określonego rodzaju, a zamiast tego – rozwijać się w kierunku bycia takim rodzicem, jakim musisz być dla dziecka, które masz przed sobą. Przy czym pamiętajmy, że każde dziecko wymaga od nas czegoś innego! Akceptowanie dzieci takimi, jakimi są w każdej chwili, przynosi uczucie wyzwolenia, ulgi i wewnętrznej wolności. Gdy już nie definiujemy siebie przez pryzmat potrzeby kontroli, wkraczamy w empatię. Wtedy i tylko wtedy jesteśmy w stanie pomóc im kształtować siebie zgodnie z tym, kogo odkrywają w głębi swojej istoty.

Przede wszystkim, musimy uznać, że dzieci zawsze mają prawo manifestować własną wewnętrzną istotę na swój unikalny sposób. One potrzebują dorastać ze świadomością, że to, kim są – jest warte zachwytu i celebracji.

Aby to sobie uświadomić, musimy rozróżnić nasze odnoszenie się do tego, co robią nasze dzieci a do tego – kim są. Dr Tsabary zarówno w swoich publikacjach, jak i wywiadach i wykładach, często wspomina o „celebrowaniu istoty naszego dziecka” (czyż to nie brzmi wspaniale?), co oznacza – naszą akceptację, pozwolenie mu na istnienie takim jakim jest, bez usidlania go naszymi oczekiwaniami. Często największą przeszkodą, którą musimy przekroczyć, jest bardziej odpuszczenie naszych oczekiwań, niż rzeczywistość sama w sobie. Bo kiedy wpływamy na dzieci tak, aby spełniały nasze oczekiwania, w rzeczywistości sprzeciwiamy się temu, kim są, a to z kolei zasiewa ziarno przyszłych dysfunkcji.

Sama Dr Tsabary wspomina: „Akceptacja wyjątkowości córki, która znalazła się w moim świecie, była nie lada wyzwaniem. Musiałam przewartościować swoje oczekiwania wobec niej i porzucić własne fantazje. Przez długi czas byłam tak bardzo przywiązana do myśli kim powinna być, że długo nie mogłam uwierzyć, iż jest taka, jaka jest. Przyjęcie faktu, że to właśnie ona jest moją córką, którą zostałam pobłogosławiona, okazało się trudniejsze niż samo radzenie sobie z nią i jej wychowaniem”.

Czy takie sytuacje nie są nam znane?

Należy tutaj też podkreślić, że akceptacja to nie bierność! Wielkim nieporozumieniem jest uznawanie akceptacji za coś pasywnego. To wręcz bardzo aktywny, intensywny i żywy proces.
Kiedy dzieci zachowują się w sposób, który uważamy za „zły”, ponieważ np. są nieposłuszne, właściwą reakcją jest stanowczość i zdecydowanie. Z kolei jeśli są „niedobre”, bo nie radzą sobie z własnymi emocjami (bunt 2-latka, 3-latka, 5-latka, nastolatka), musimy okazać wyrozumiałość i zrozumienie. Jeśli chcą naszej uwagi i potrzebują bliskości, będziemy musieli być dobrzy i troskliwi. A kiedy jesteśmy zbyt troskliwi i nie wykształcimy w nich niezależności, będziemy musieli im pomoc nauczyć się, jak być z siebie zadowolonym i czuć się dobrze z samym sobą. Kiedy dzieci chcą być w samotności, musimy dać im przestrzeń i uszanować pragnienie odosobnienia. A kiedy są rozbrykane (gdy na to pora), trzeba pozwolić im upajać się tą radością bez przeszkód. Natomiast, jeśli są hałaśliwe i chcą się bawić, zamiast usiąść do posiłku, czy by odrobić zadanie, musimy je utemperować i sprowadzić do stanu skupienia i uwagi.

No tak, wszystko pięknie brzmi w teorii, ale jak zatem akceptować nasze dzieci w praktyce?
Oto kilka niezawodnych przykładów, z których najlepiej zacząć korzystać już dziś, jeśli jeszcze nie mamy takiego zwyczaju, a mianowicie:

TAB 1TAB 1. Źródło: Dr Shefali Tsabary „Świadomi rodzice. Budząc siebie, wzmacniasz swoje dziecko” 

A poniżej sposoby na to:

TAB 2TAB 2. Źródło: Dr Shefali Tsabary „Świadomi rodzice. Budząc siebie, wzmacniasz swoje dziecko” 

Nieważne w jakim wieku są dzieci – one potrzebują czuć, że zachwyca nas sam fakt ich istnienia, że nie muszą robić niczego, żeby zasłużyć na naszą uwagę.
Dzieci, które dorastają z poczuciem, że wszystko jest z nimi ok, stają się dorosłymi, którzy już zawsze niosą w sobie pamięć i znak tego „wewnętrznego połączenia z własnym ja”, a tym samym – pewności i emocjonalnej siły. Wcześnie uświadamiają sobie, że to ich duch liczy się najbardziej w związkach z innymi i właśnie tym będą kierować się w swoim życiu.

Mówi się, że akceptujemy swoje dziecko tylko w takim stopniu, w jakim akceptujemy siebie. Musimy zdać sobie sprawę, że wszelkie przeszkody na drodze do pełnej akceptacji dzieci mają swoje źródło w naszej przeszłości. Rodzic, który nie potrafi w pełni zaakceptować wspaniałości swojej własnej istoty, nie będzie w stanie zaakceptować unikalnej natury swoich dzieci. Uznanie i celebracja dzieci, zawsze idzie w parze z akceptacją samych siebie.
Jeśli sami przyjęliśmy i żyjemy z mentalnością „ofiary”, mówiąc „moje dziecko jest i zawsze będzie nieposłuszne”, to raczej rezygnacja, a nie akceptacja. Z kolei jeśli mówimy: „akceptuję to, że moje dziecko jest geniuszem”, to również nie akceptacja, a megalomania. Jeśli nie potrafimy zaakceptować naszych dzieci,to prawdopodobnie dlatego, że one wciąż otwierają w nas stare rany, zagrażając przywiązaniu do ego, którego wciąż się kurczowo trzymamy. Dopóki nie zajmiemy się powodami, dla których nie jesteśmy w stanie przyjąć dzieci takimi jakie są, już zawsze będziemy chcieli je kształtować, kontrolować, czy panować nad nimi, albo pozwolimy by to one zdominowały nas.

Zatem jak nauczyć się akceptować samego siebie? Poniżej lista technik, które mogą nam w tym pomóc:

TAB 3
TAB 3.
Źródło: Dr Shefali Tsabary „Świadomi rodzice. Budząc siebie, wzmacniasz swoje dziecko” 

To wszystko, jak widać, nie jest takie proste. Wymaga dużo naszej samoświadomości, panowania nad ego, rezygnacji z uprzedzeń i spuścizny z przeszłości, jednym słowem – dużo naszej pracy, ale takiej, której warto się podjąć, bo jej owoce będziemy zbierać przez całe życie. Wystarczy po prostu wejść w chwilę obecną i reagować na dzieci z całkowitą otwartością, akceptując, że każdy z nas jest jednym w swoim rodzaju człowiekiem, z innym pakietem zalet i wad.

krok_3

***

Tracy Hogg

A już w następnym odcinku o Świadomym Rodzicielstwie według najsłynniejszej zaklinaczki dzieci – Tracy Hogg. Dowiemy się m.in. co to jest rodzic subiektywny i obiektywny i z czym to się je 🙂 Zapraszamy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *