niezwyklekasztankowedni Kategoria: ULICA KASZTANOWA. Tagi: , , , ,

(Nie)zwykłe kasztankowe dni

Kolejny kasztankowy dzień dla jednych mijałby zwyczajnie, jak każdy. Jednak czy dla małych Kasztanków jakikolwiek dzień mógł być zwyczajny? Wprawdzie mama Kasztanka jak co dzień, dawała całusa na dzień dobry, pomagała swym dzieciom przy porannych sprawunkach i przygotowaniu śniadania. Tata Kasztanek z kolei pomagał w porannej toalecie, a po wspólnym śniadaniu wyruszał do pracy, odwożąc po drodze Filipka do przedszkola. Mama natomiast spędzała dzień z malutką Lusią. Jednak dla małego Fifi i jeszcze mniejszej Lusi, wszystko to wyglądało zupełnie inaczej, a stąd dla ich rodziców również.  Począwszy od samej pobudki, każdy dzień dla nich mijał nadzwyczajnie.

Słoneczna pobudka
– Mamusiu, zobacz jak pięknie dziś słonko świeci! – Fifi stał już przy oknie, kiedy mama przyszła go obudzić.
– Widzisz, dziś słonko obudziło cię wcześniej niż ja – uśmiechnęła się zdziwiona mama i ucałowała synka na dzień dobry.
– Tak naprawdę mamusiu, dziś obudziła mnie Lusia. Dlaczego ona musi wstawać wcześniej niż słonko i od razu wołać: „dadada”? Wolę jak mnie obudzisz ty albo słonko – żalił się Fifi.
– Jak byłeś taki malutki jak Lusia, też wstawałeś wcześniej od słonka, a nawet od wcześnie ćwierkających ptaszków, Fifi – tłumaczyła mama, nie ukrywając swojego rozbawienia – a teraz prędko do toalety, bo już pora na śniadanie.
– Ale mamusiu, nie można myć prędko ząbków, bo zostaną na nich bakterie! A bakterie lubią robić dziury w ząbkach i potem trzeba iść do dentysty, sama tak mówiłaś!­­
– No tak, Fifi, masz dobrą pamięć – przyznała mama, już nie powstrzymując śmiechu.

Wyścigi w toalecie
– Tatusiu, ząbki trzeba myć tak długo aż zrobi się piana, która zabije wszystkie bakterie, prawda?
– Tak, synku. To kto zrobi większą pianę? – już szorował zęby tata a  synek mu zawtórował.
– Co tak długo myjecie te zęby? Wszystkie bakterie już dawno pouciekały, za to śniadanie czeka – mama stanęła w drzwiach i nie mogła powstrzymać śmiechu na widok swych brodaczy.
– Bo my ścigamy się kto zrobi większą pianę! – wołał niewyraźnie Fifi przez wielkie białe bąbelki na buzi.
– Ach, chłopcy, nieustannie coś wymyślacie!
– I właśnie dlatego nigdy się z nami nie nudzisz, moja droga – zapewnił mamusię tatuś, dając jej pachnącego bąbelkowego całusa.
I chłopaki wybuchnęły śmiechem, parskając pianą na lustro.

Rodzinne śniadanko
– Mamusiu, dlaczego Lusia pije mleko na śniadanie, przecież to okropne! – skrzywił się Fifi.
– Filipku, też piłeś mleczko na śniadanie, jak byłeś malutki, i czasem jesz w przedszkolu z płatkami – tłumaczyła mama.
– To dobrze, że tego nie pamiętam – przyznał z uglą Fifi – o wiele bardziej wolę czerwoną paprykę, słodziutki ogórek i pyszną ciepłą bułeczkę z serkiem! A najbardziej to lubię ciasteczka, czekoladę i płatki czekoladowe, ale z kaszką, nie z tym okropnym mlekiem. – rozmarzył się.
– Tak wiem, synku, ale nie można ich codziennie jeść na śniadanie – cierpliwie tłumaczyła mama.
– Bo będę miał dużo bakterii na ząbkach? – dopytywał Fifi.
– Tak, i znowu będziesz musiał mocno spieniać ząbki – przyznała mama.
– Szkoda, że bakterie tak bardzo lubią czekoladę jak ja, wolałbym by bardziej lubiły mleko, którego ja nie lubię – stwierdził Filipek.
I wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Jak Tata Kasztanek wychodzi do pracy, a Fifi Kasztanek do przedszkola
Tata Kasztanek biega po całym domu.
– Kochanie, widziałaś gdzieś moje okulary i klucze od samochodu? – niecierpliwie pyta mamy.
– Okulary są na fotelu, a kluczyków nie widziałam – cierpliwie odpowiada mama.
– Mamusiu, dobrze, że nikt na ten fotel nie usiadł, bo z okularów tatusia byłby klops! – szepnął na ucho mamy Fifi i zaraz już śmiał się w głos.
– Mamusiu, a dlaczego Lusia zostaje w domu, a ja muszę chodzić do przedszkola, to niesprawiedliwe! – nagle spoważniał.
– Mój drogi Filipku, kiedyś też bawiłeś się z mamą w domu, a teraz już chodzisz do przedszkola, żeby bawić się z innymi dziećmi. Lusia też kiedyś będzie chodziła do przedszkola – tłumaczyła spokojnie mama.
– Jak nauczy się wreszcie chodzić? – dociekał Fifi.
– No, może troszkę później – zapewniała go mama.
– To dobrze, bo ona prawie wcale nie umie mówić, a tam to ją wszystkiego nauczą – stwierdził mądry synek.
– Znalazłem, gotowy do wyjścia? – już stał u drzwi tatuś, z okularami na nosie, obwieszony torbą z dokumentami do pracy i laptopem pod pachą, ale szerokim uśmiechem na twarzy.
– Taaaaak! – krzyknął Fifi i już biegł po schodach.
– Miłego dniaaa! – już biegł za nim tata, wołając na pożegnanie do mamy.
– Miłego dnia, moje chłopaki – szepnęła mama kiwając głową i zamknęła drzwi.
– Mi ma – powiedziała Lusia, która przyraczkowała do drzwi.
– No tak, nie ma, poszli już. Co my z nimi mamy, nie? – mama wzięła na ręce malutką dziewczynkę i ją ucałowała.

Niezwykłe rozmowy w drodze do pracy i przedszkola
Tatuś Kasztanek i Fifi jadą swoim kasztankowym wehikułem.
– Tato, zobacz, dwa samoloty się ścigają! – wskazywał na niebo Fifi.
Tata, próbując zachować uwagę na trasie, wyginał jednocześnie szyję w stronę nieba, przekonując samego siebie, że taka gimnastyka z rana to samo zdrowie.
– Tak, ale jesteś spostrzegawczy, synku! – przyznał tata.
– Ale widziałeś jak szybko lecą? – dociekał Fifi.
– Oczywiście synku, że widziałem – przytakuje tatuś.
– Tato, ale dlaczego one się ścigają? – dopytywał synek.
Tata milczy, bo skupia się na drodze i już jest myślami w pracy.
– Tatusiu, dlaczego? – nie ustaje Fifi.
– Ale co dlaczego? – pyta tata.
– No dlaczego się ścigają? – niecierpliwi się Filipek.
– Ale kto się ściga? – pyta równie niecierpliwy tata.
– No samoloty! – odpowiedział biedny Fifi, nie rozumiejąc dlaczego tata nie wie o co chodzi, przecież przed chwilą sam je widział.
– Ach tak, samoloty – przytakuje tatuś, przywracając się do ładu – no widzisz, pewnie śpieszą się do pracy i przedszkola, tak jak my. – cierpliwie tłumaczy.
– Lubię nasze kasztankowe auto, ale ja też chcę lecieć do przedszkola samolotem! – domagał się Fifi.
– Och, synku, nawet nie wiesz jak bardzo też chciałbym polecieć do pracy samolotem. – przytaknął tatuś. – i żeby mi pyszną kawkę podali, gazetkę.. – rozmarzył się.
– Tak, a mi kakałko i autka do zabawy! – dodał Fifi.
– Tatusiu, a dlaczego ty pracujesz? – ciekawił się dalej.
– Tatuś pracuje, żeby zarobić pieniążki – wyjaśniał tata.
– A po co są pieniążki? – chciał wiedzieć jego synek.
– Pieniążki są po to, by móc tobie i Lusi kupić ubranka, zabawki, książeczki, czekoladę i ciasteczka. No i czasem kwiatuszek dla mamusi – wymieniał tatuś.
– Ach to dobrze, że pracujesz tatusiu, bo ja bardzo lubię czekoladę i zabawki. A mamusia bardzo lubi kwiatuszki! – potwierdził Fifi.
I tatuś z synkiem wybuchnęli śmiechem.

Niezwykłe rozmowy w przedszkolu
Fifi wbiega do sali i od razu woła do pani wiewiórki Asi, swojej opiekunki:
– A mój tatuś pracuje, żeby mi kupić zabawki, czekoladę i ciasteczka!
– Z pewnością też dlatego pracuje, Fifi – uśmiechnęła się pani.
– A my z tatusiem może kiedyś polecimy samolotem do przedszkola i do pracy! – chwalił się dalej Filipek.
– Oj, to na pewno przylecisz pierwszy z rana! – zapewniała go pani Asia.
– A wiesz, mój tatuś to pracuje, żeby mi kupić taką ciężarówkę, o której marzę! – wtrącił się do rozmowy sowek Hugo, najlepszy przyjaciel Filipka z przedszkola.
– Ale pokażesz mi potem tą ciężarówkę? Dasz mi się pobawić?- rozmarzył się Fifi.
– No jasne, ale najpierw sam się nią pobawię – odpowiedział poważnie Hugo.
– Wiesz, moja siostra Lusia jest taka mała i nic nie umie. Budzi się wcześniej od słonka i mówi tylko: „dadadada”. A potem pije na śniadanie okropne mleko, fuj! – opowiadał Fifi.
– To ja mam gorzej – zapewniał go Hugo – twoja siostra  ma już przynajmniej skorupkę, a moja nawet jeszcze piórek nie ma, ciągle tylko piszczy i chce jeść. Głowa od tego boli! Dobrze, że chodzę do przedszkola – żalił się Hugo.
– Racja, jak dobrze, że możemy się pobawić sami w przedszkolu! – przyznał Filipek.
I chłopaki wybuchnęły śmiechem.

Zmęczone Kasztanki wracają do domu
– Jeeee! – radośnie woła Lusia na przywitanie tatusia i Filipka.
– No tak, jest, wrócili już – przytakuje mama i całuje chłopaków na powitanie.
– Mamusiu, upiekłaś racuszki z jabłuszkiem? – dopytuje Fifi węsząc swoim noskiem.
– Nie Fifi, to są inne placuszki, ale podobnie pachną – tłumaczy mama w obawie, co podać swojemu łasuszkowi, gdyż usmażyła pyszne naleśniki, ale również ugotowała smaczne mięsko na obiad.
– A co tak słodko pachnie? Czy mogę to zjeść? – dopytywał synek patrząc z utęsknieniem na mamusię.
– To są naleśniki, Flipku – wyjaśniała mama, nie mogąc ukryć tak słodkiego faktu przed swoim ukochanym synkiem – i tak, możesz zjeść, jeśli zjadłeś cały obiadek w przedszkolu.
– Taaak,! z czekoladą chcę! – już marzył Fifi.
– No dobrze, ale tylko jednego – przytaknęła mama, bo nie mogła odmówić tej przyjemności swojemu synkowi.
– A potem znów szorujemy ząbki! – dodał rozbawiony tatuś całując zdumioną mamusię w policzek.
I wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Kasztankowa zabawa

– Lusia, te wagoniki muszą być połączone, bo to długi pociąg i musi zawieźć dużo rzeczy! Kulki, klocki i ludziki z Lego – denerwował się Fifi, gdy jego siostrzyczka z pasją sięgała po jeżdżące w kółko po torach wagony.
– Brum! Brum! – niewinnie spoglądała na brata Lusia, trzymając już odczepiony wagonik w swej malutkiej rączce i próbując wyciągnąć z niego klocki.
– Pociąg nie robi brum! brum!, tylko ciuch! ciuch! I oddaj to proszę! – tłumaczył jej Fifi, zaczepiając z powrotem wagonik.
– Lala – Lusia sięgnęła w zamian po swoją lalkę i posadziła ją na jednym z jeżdżących wagoników.
– Lusia! Twoja lala nie może tak jechać, jest za duża! Większa od ludzików i się nie zmieści do wagonu! – dalej tłumaczył swojej siostrzyczce Filipek.
– Lala! Lala! – domagała się.
– No dobrze, ale pojedzie tylko jedno kółko! – żachnął się Fifi, a po chwili już coś wymyślił – Atak! olbrzym atakuje! – i udawał, że lalka Lusi to potwór, który zaatakował pociąg i to było o wiele ciekawsze, niż sama jazda pociągu. A rozbawiona Lusia wreszcie śmiała się bardzo głośno.

Kolacja
– Mamo, czy jutro będę mógł zjeść na śniadanie kaszkę z kulkami czekoladowymi? – prosił Fifi.
– Tak, Fifi. Ale teraz jest kolacja i proszę zjedz pyszną kiełbaskę – również prosiła go mama.
– A czy po kiełbasce nie będę musiał myć ząbków? – zastanawiał się.
– Po każdym posiłku trzeba myć ząbki, a przynajmniej dwa razy dziennie. W przedszkolu też myjecie ząbki, prawda? – tłumaczyła mama.
– No tak… Szkoda, że te bakterie tak wszystko lubią. – stwierdził Fifi.
– Ale zobacz synku ile razy będziemy mogli robić wyścigi na pianę podczas szczotkowania zębów? – śmiał się tatuś, a wszyscy mu zawtórowali, nawet Lusia, która miała dopiero kilka ząbków, i wprawdzie też je myła, ale jeszcze nie wiedziała, że kiedyś dołączy w „wyścigach na pianę”.

Na dobranoc
– Mamusiu, a czy kiedy ja śpię to nietoperze się budzą? – zastanawiał się Fifi.
– Synku, kto ci to powiedział? – pytała mama.
– Koledzy w przedszkolu opowiadali, że nietoperze latają w nocy i straszą – obawiał się.
– Mój drogi Fifi, w naszym domu nie ma nietoperzy – zapewniała go mama.
– Myślałem, że Lusię straszą w nocy, bo się budzi i płacze – tłumaczył Filipek.
– Lusia płacze w nocy, bo jest głodna i ma mokrą pieluszkę, Fifi – wyjaśniała mama.
– Ojej, to Lusia też pije mleko w nocy? – dziwił się Fifi – i to dlatego tak sika? – dopytywał.
– Tak synku, takie maluszki jak Lusia piją mleczko w nocy i sikają – przyznała mama z uśmiechem.
– Wiesz mamusiu, siostrzyczka Huga też tak płacze. Jak dobrze, że już jesteśmy duzi i chodzimy do przedszkola!
– No widzisz, synku, jednak miło jest już być przedszkolakiem – mama śmiejąc się, ucałowała synka na dobranoc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *