jakodstawicdzieckood Kategoria: RODZICIELSTWO. Tagi: , , , , , , , , , , ,

5 trików jak odstawić dziecko od…

Jestem pewna, że każda matka słyszała już pod swoim adresem porady „mędrców” i wszelkiej maści „ekspertów”, typu: „a on jeszcze z pieluchą lata?”, „taki duży i jeszcze ma smoczek?”, „robi już na nocnik?”, „zasypia sam?”, „ssie jeszcze cyca?”, „karmisz go jeszcze w nocy butlą?”, itp. Można by tak wymieniać bez końca. Tak, jest to irytujące, zwłaszcza, kiedy my – świadome mamy, doskonale wiemy co dla naszych dzieci najlepsze (a przy tym i dla nas!) i wiemy, że każde dziecko rozwija się indywidualnie i ma na wszystko swój czas.


Cóż, ja usłyszałam niezliczoną ilość różnych „mądrości”, ponawianych zresztą wielokrotnie, bo mój syn – według „mędrców-doradców” – długo chodził z pieluchą i długo ssał smoczek (i to zgrozo – publicznie!), itd. A ja się pytam – kogo to obchodzi? Czy ktoś zna moje dziecko lepiej niż ja? Wie, co dla niego najlepsze? Wie, jakie ma potrzeby? Owszem, można poradzić jak odstawić dziecko od czegoś (zwłaszcza jeśli ktoś pyta!), jednak szanujmy indywidualne decyzje i wybory innych rodziców, bo to oni są rodzicami swojego dziecka i oni wiedzą co dla niego najlepsze.

W chwili obecnej nasz syn ma 3 lata i 3 miesiące i nie nosi w dzień żadnej pieluchy, sam załatwia swe potrzeby w toalecie (nie na nocniku), nie ssie żadnego smoczka, żadnej piersi, sam zasypia i nie jest karmiony w nocy. I po co było tyle krzyku? Skoro wszystko w swoim czasie samo przyszło. I to już spory czas temu…

A było to tak:

1. Jak odstawiliśmy się od piersi – Od początku zakładałam, że będę karmić rok. Dla swojego i syna psychicznego zdrowia. Nie mam nic do tych, którzy karmią dłużej, czy krócej, ale osobiście intuicyjnie czułam i ogólnie uważam, że rok wystarczy. I dla matki, i dla dziecka. I tak już prawie 2 miesiące przed ukończeniem roku życia przez syna, stopniowo zmniejszałam ilość karmień w ciągu dnia. Począwszy od 6-7 miesiąca, kiedy to syn zjadał już pierwsze stałe pokarmy w ciągu dnia oraz kaszkę wieczorem, a w związku z czym i przesypiał całą noc, ilości karmień zostały zmniejszone (nocne – wykluczone całkowicie). Skupiałam się na tym, aby głównie karmić go rano (kiedy się ma najwięcej mleka), potem koło południa i ostatnie karmienia około późnego popołudnia i wieczorem, a miesiąc przed roczkiem już nie karmiliśmy wieczorami. Następnie, w ciągu tego ostatniego miesiąca pozostałe karmienia również zostały wykluczone. Ani syn, ani ja, a zwłaszcza moje piersi, na tym nie ucierpieliśmy. W ten sposób syn sam z siebie się odzwyczaił, a ja również nie czułam potrzeby karmić go dłużej. Osobiście uważam, że takie stopniowe odstawianie od piersi (nie drastyczne, np. zaklejanie sutków plastrem, itp – nie śmiejcie się, słyszałam o takim!), sprawia, że dziecko ma czas przygotować się na zmiany. Świetnie radzi w tej kwestii Tracy Hogg w swojej książce „Zaklinaczka dzieci”.
Również ma to znaczenie dla naszych piersi – nie są obciążone i obolałe i stopniowo produkuje się w nich coraz mniej mleka. Oczywiście, ważne jest, aby dziecku zastąpić mleko matki innym pokarmem (kaszki, mleko modyfikowane, pokarmy stałe, jak już wspomniałam), ale również – tę więź emocjonalną z matką, która tworzy się podczas karmienia – częstym przytulaniem, całowaniem, okazywaniem czułości w ciągu całego dnia, itp. Wiele mam po odstawieniu dziecka od piersi przechodzi na karmienie butlą z mlekiem modyfikowanym. U nas syn tego nie potrzebował. Chyba parę razy nawet spróbowałam mu podać, ale po prostu nie chciał pić ze smoczka i dobrze, bo w ten sposób uniknęliśmy nocnych karmień z butli. Pozostała nam ulubiona kaszka rano czy wieczorem i tak jest do dziś. Jako że jesteśmy fanami starej, a dobrej tradycyjnej firmy NUK, polecamy nasze sprawdzone akcesoria do karmienia stałymi pokarmami:
miseczka – służy nam do dziś
talerzyk – również służy do dziś
pierwsza łyżeczka
pierwsze sztućce

2. Jak odstawiliśmy syna od smoczka – Prawdą jest, że syn do 3 miesiąca życia smoczka nie używał. Jednak z powodów zdrowotnych (tak, tak śmieszne, co?), a miał dość długo poważną infekcję jelit po porodzie, zwracał duże ilości przyjętego pokarmu i słabo przybierał na wadze. W związku z czym pediatra poradziła wybrać „mniejsze zło”, czyli podać smoczek, którego ssanie stymulowało prawidłowe trawienie pokarmów. Powiem szczerze, że bardzo to pomogło i syn smoczka używał do 2,5 roku życia. Dzieci niektórych znajomych – o wiele krócej albo i wcale, ale co mnie to obchodziło? Moje dziecko potrzebowało i koniec. Kiedy skończył mniej więcej 1,5 roku to smoczek służył w zasadzie już tylko do usypiania. Syn nie miał potrzeby używać go w dzień. Odstawiliśmy dość prosto, tłumacząc stopniowo, od jakiegoś czasu (a nie w jeden dzień!), że trzeba go będzie oddać małej dzidzi, którą ciocia nosi w brzuszku (moja siostra była akurat w zaawansowanej ciąży). Początkowo syn mówił, że „odda jutro”, my nie naciskaliśmy, aż któregoś dnia bez większych oporów smoczka oddał i oficjalnie się z nim pożegnał mówiąc „papa” 🙂 W zamian oczywiście dostał wymarzone autko dla „troszkę starszych chłopczyków” (broń Boże nie „dużych”, bo dzieci nie chcą być duże!). Wprawdzie kilka pierwszych wieczorów przed zaśnięciem sobie o smoczku przypominał, ale nie było większych problemów z zasypianiem (bardzo się tego obawialiśmy, oczywiście). A zatem – dało się na spokojnie? Dało. Szczerze polecam tę metodę, a nie obcinajcie dzieciom nożyczkami ich ukochanych smoczków, itp. Takie sposoby generują straszne traumy i dzieci będą to długo pamiętać. I jeszcze jedna ważna rzecz – smoczki nie zniekształcają zgryzu. Według mnie to mit. Nasz syn ma wprost piękne ząbki (używaliśmy jego ulubionego NUKa, który „rósł” razem z synem).

3. Jak odstawiliśmy syna od pieluchy – Cóż, syn pieluszkowy był długo, patrząc znów na dzieci z otoczenia (nie wszystkie!), ale obiektywnie, nie daj Boże subiektywnie! Jednak wiedziałam, że po prostu ma taką potrzebę. Widziałam jakie trudne były dla niego skutki pierwszych prób wczesnego odstawiania i siadania na nocnik, więc zrezygnowaliśmy z nich na jakiś czas. Doprowadziły do tego, że syn bardzo się zraził i miał poważne problemy z załatwianiem. Dlatego pieluszkę zostawiliśmy i czekaliśmy, aż nadejdzie „ten moment”. Nie bez znaczenia była pomoc przedszkola, gdzie dzieci regularnie były sadzane na nocnik. Jednak przełomem była pomoc męża (w przypadku synów – ojcowie bardzo się sprawdzają w roli nauczycieli toalety), który najzwyczajniej w świecie pokazał synowi „jak chłopczyki załatwiają swoje potrzeby” i od tamtej pory syn bez większych oporów – od razu przestawił się z pieluchy na toaletę (nie było żadnego nocnika!). Co do „większej potrzeby”, to synowi prawie do 2,5 roku życia była dalej potrzebna pielucha. Nocnik stał na widoku, ale omijał go z daleka. I tyle. Zaakceptowaliśmy to, a nie zmuszaliśmy do niczego na siłę. I w ten sposób syn pewnego dnia zażyczył sobie nakładkę na toaletę (też już czekała i była na widoku w łazience, ale bez nacisku). Próbówał, próbówał.. Miał nawet obiecaną nagrodę w postaci wymarzonych autek (bardzo pomocne narzędzie!), aż w końcu zrobił i nagrodę dostał. Zabawne było, kiedy za 5 minut poszedł i zrobił jeszcze raz i chciał dostać kolejne autka 😉 Jednak pielucha do dziś jest mu potrzebna w nocy. Bo faktem jest, że dzieci do 4-5 roku życia nie mają świadomości i kontroli nad moczeniem się w nocy. Zatem lepiej zostawić pieluchę/pielucho-majtki do momentu, aż przez dłuższy czas będą rano suche, niż codziennie zmieniać pościel i powodować frustrację u dziecka, które ma mokrą piżamkę.

4. Jak nauczyliśmy syna samemu zasypiać – tutaj pomogła metoda 3, 5, 7 minut według Tracy Hogg (patrz link do jej książki powyżej). Co oznacza pokrótce, że kładziemy dziecko w jego łóżeczku, chwilkę uspokajamy, dajemy całusa, mówimy „słodkich snów” i wychodzimy. Dziecko oczywiście płacze (o ile czasami można to w ogóle nazwać płaczem ;-). Ale my dajemy mu się wypłakać i przychodzimy DOPIERO za 3 minuty (które wierzcie mi, są całą wiecznością, zwłaszcza jak się nam dziecka robi żal). I ponawiamy procedurę – kładziemy brzdąca, uspokajamy, itp i wychodzimy 😉 Dziecko – a jakże – znów wstaje i płacze, rzuca kołderką, poduszką, smoczkiem, czymkolwiek… a my MUSIMY wytrwać i przyjść do niego DOPIERO za kolejne 5 minut, potem za 7 itd. aż któregoś dnia ta metoda zaskoczy w ten sposób, że po pierwszym całusie i przytuleniu na dobranoc, dziecko po prostu samo zasypia, bo czuje się bezpiecznie wiedząc, że my jesteśmy „za ścianą”. Nie bez znaczenia była również przeprowadzka – na nowym mieszkaniu syn (wtedy w wieku 8 miesięcy) miał już swój pokoik i to tam, a nie w naszej sypialni, stało już jego łóżeczko. Początki nauki zasypiania samemu były niełatwe – było dużo płaczu i buntu. Zdarzało się też, że po długim czasie nauki i pięknego zasypiania, nastawał czas choroby/wakacji i wszystko się rozregulowywało i.. no cóż.. trzeba było potem zaczynać naukę od nowa. Jednak pomaga stanowczość i konsekwencja rodzica. Bez nich – możemy sobie dać od razu spokój z jakąkolwiek nauką. Poza tym, bardzo pomaga przytulanie, głaskanie, i dużo czułości okazywanej dziecku w ciągu dnia i wieczorem. No i ulubiony pluszak (coś w zamian mamy 😉 ), który zawsze zasypiał z synem (dziś już śpi z autkami). Praktycznie do dziś syn nie ma problemów z zasypianiem w swoim pokoju. I większość nocy w ciągu roku (poza tymi kiedy chorujemy) jest przespanych.
Co więcej, syn nigdy nie przychodził i nie przychodzi w nocy do naszego łóżka, by z nami spać.

5. Jak uniknęliśmy dziennego i nocnego karmienia butelką – u nas świetnie w roli butli sprawdziła i do dziś sprawdza się najzwyklejsza kaszka, którą zaczęliśmy podawać około 6 miesiąca na noc (po prostu nie podaliśmy butli tylko kaszkę łyżeczką), a kiedy odstawiłam syna od piersi, dostawał również kaszkę rano. Nigdy nie było potrzeby karmienia butelką w nocy czy w ciągu dnia. Zabijcie mnie, ale nie wiem jak się nam to udało. Po prostu jakoś samoistnie przeszliśmy z jednego etapu w kolejny, pomijając butlę, tak jak pominęliśmy nocnik, bo syn od razu przeskoczył na toaletę. A butelkę zastąpił nam kubek-niekapek (znowu ulubiony NUK). Podawane w nim były tylko soki dla niemowląt oraz woda, czasem również kaszka na wodzie.

Takie metody u nas zadziałały, ale u każdego zadziałają inne.
Pamiętajmy jednak, aby nigdy nie brać postępów innych rodziców/dzieci zbytnio do siebie. To my i nasze dziecko mamy czuć, że „już czas” na kolejny etap. Najlepiej podpowie nam to nasza intuicja. Każdy świadomy rodzic po prostu czuje kiedy może wprowadzić jakiekolwiek zmiany. No i według mnie metody stopniowego odstawiania i stopniowej nauki są bardziej skuteczne, i to je bardziej preferuję i praktykuję, niż drastyczne metody, które mogą być bardzo traumatyczne. A w tym wszystkim ważna jest nasza konsekwencja i stanowczość – jeżeli już podjęliśmy się jakiejś nauki (np. samodzielnego zasypiania), to nie możemy w jej trakcie się poddać!

A jakie Wy macie przygody z odstawianiem? I jakie zastosowaliście metody?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *