zatrzymalsieczasa Kategoria: RODZICIELSTWO. Tagi: , , , ,

Drugie dziecko zatrzymało mi czas

Wyobrażając sobie siebie jako mamę dwójki dzieci, wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego co faktycznie w tej chwili się dzieje. To, na co byłam przygotowana to raczej nieustanny brak czasu, chroniczne zmęczenie, niewyspanie, oczywiście przeplatane wielką radością i szczęściem, ale jednak. Obawiałam się też, że drugie dziecko nie przyniesie tyle zachwytu, co pierwsze, że będzie już raczej rutynowo, tzw. „powtórka z rozrywki”, itp. Do tego tym razem doszły obawy o zazdrość starszego syna. I choć córeczka jest jeszcze noworodkiem, choć wiem, że wszystko jeszcze może się zmienić i wiele nas jeszcze czeka, to w tej chwili dla mnie czas się zatrzymał…

Po tym, czego doświadczyliśmy prawie 4 lata temu kiedy nasz syn się urodził, byliśmy przygotowani na drugie dziecko jak jakiś batalion wojska. Możecie się śmiać, ale mówię serio. Oczywiście nasz syn jest naszym wymarzonym pierworodnym, nie mogłabym sobie nawet wymarzyć lepszego. Jest wspaniały, jedyny, mądry. Po dziś dzień nas zachwyca i zaskakuje. Daje nam dużo powodów do radości, szczęścia i dumy. Faktem jednak jest, że szkołę życia, szkołę pokory, wyrzeczeń własnego ego i wiele innych trudnych etapów doświadczyliśmy podczas pierwszych lat jego życia. Zresztą które dziecko nie serwuje tego swoim rodzicom? Może tylko jedne mniej a drugie bardziej intensywnie. Cóż.. nam trafiła się ta druga opcja 😉 I nie, nie chodzi tu o to, że to pierwsze dziecko, z którym się człowiek niby cacka. W naszym wypadku trwa to do dziś, tylko etapy rozwoju syna się zmieniają, ale wygląda to mniej więcej jak nieustanna gonitwa za nim, bo takie ma tempo 😉 Z jednej strony to wspaniałe i cieszy, że syn nie siedzi i się tylko gapi, a raczej działa (po swojemu najczęściej ;-). Ale z drugiej strony, pewnie niejedna mama doświadczyła czegoś w stylu – z brzuszka do pełzania, raczkowania i wstawania, by już za chwilę do siadu i chodzenia, a na koniec bystrego mówienia – bez chwili wytchnienia i zatrzymania tak przez 3 lata. U nas mniej więcej tak to wyglądało… Przeplatane x razy wielogodzinnym płaczem z powodu nietolerancji pokarmu, niezliczoną ilością wizyt u lekarza z powody najróżniejszych chorób i nieprzespanych ząbkujących nocy, itp. Stawaniem na głowie, by dziecko cokolwiek zjadło z tego co zjeść może. I nie, nie przemawia przeze mnie żal ani nic w tym stylu. Jestem wdzięczna za każdą chwilę spędzoną z moim synem i nie zamieniłabym jej na nic innego. Miałam pomoc i wszystko to było do przeżycia, a my to akceptowaliśmy, znajdowaliśmy na bieżąco rozwiązania i wspólnymi siłami przetrwaliśmy skupiając się bardziej na pozytywnych stronach takiego rodzicielstwa i tworząc samemu szczęśliwsze chwile 😉 Któż tak nie robi dla swoich dzieci? Dziś syn jest pogodnym, rezolutnym dzieckiem i dalej wspaniale się rozwija. I wiem, że wspomnienia tych pierwszych lat to pewnie nic w porównaniu z tym co nas czeka 😉 Bo jak to się mówi – „małe dzieci, mały problem, duże dzieci – duży problem”. A rodzicem jak się już zostało to się jest na całe życie i z tej roli na każdym etapie trzeba się wywiązać.

Cóż, tak szczerze to po tym wszystkim nie miałam sił na drugie dziecko. Ale przyszedł ten moment i mimo, że kolejna ciąża nie była czasem tak kolorowym, szczęśliwie wyczekiwanym i radosnym jak pierwsza. Bo niestety pierwsze 5 miesięcy było bardzo ciężkie, kilka razy spędzone w szpitalu i były chwile, kiedy byliśmy na wszystko przygotowani… taka kolejna szkoła życia. To jednak gdzieś tam wysoko… było nam pisane szczęśliwe zakończenie i tak oto nasza cudna, wymarzona i cierpliwie wyczekiwana córeczka jest już dziś z nami.

I jest… wprost cudownie! Nie wyobrażałam sobie, żeby od nowa tak cieszyć się drugim dzieckiem. Tymi rączkami, stópkami, oczkami, noskiem, uszkami, usteczkami, słodkim zapachem, mięciutkim ciałkiem… nawet tym płaczem, choć w przypadku malutkiej to raczej słodkie kwilenie. Mało tego, czy to w ogóle możliwe, by przesypiała całe noce i połowę dnia? By tylko wstać na cuca i dalej spać? Czy to możliwe, żebym wstawała rano wyspana wcześniej od niej? Wyczekiwała nad kołyską kiedy zapłacze, kiedy się zbudzi? Czy to w ogóle możliwe, że jak się zbudzi to się rozgląda i bawi swoimi rączkami zamiast płakać? A kiedy czuwa – cichutko wtulona w mych lub męża ramionach – patrzy na wszystko wokół tymi swoimi oczkami tak spokojnie… prawie bez ruchu? Zastanawiam się czy to normalne 😉 A czy to nie piękne, jak syn jej śpiewa kołysanki, gra na pianinie, grzechocze zabawkami? Przytula, głaszcze i całuje? Pomaga tacie przy kąpieli?

Czy ja śnię? Dla mnie czas się zatrzymał… Czy ktoś by uwierzył, że z dwójką dzieci da się zatrzymać czas? Jeszcze przed chwilą byłam w biegu, tu i tam obowiązki jak zawsze i by ze wszystkim zdążyć… A teraz… czuję niesamowity spokój umysłu i ducha, nie wiadomo skąd przybył… ale niech zostanie jak najdłużej…
Celebruję każdą wspólną chwilę, każdy spacer, dzień i noc. Wieczorem patrzę jak moje dzieci śpią i nie mogę uwierzyć, że takie szczęście mam obok siebie… Czy to nie cud jak taka malutka istotka mruczy podczas snu, jakie minki robi? Takie same jak syn 4 lata temu… Tak samo zachwycające, wzruszające…

Trwaj magiczna chwilo, niech się nie zbudzę…
zatrzymalsieczas

 

 

 

 

 

6 myśli nt. „Drugie dziecko zatrzymało mi czas

  1. Magda

    Trwaj, chwilo trwaj! – życzę z całego serca. Sama jestem mamą dwójki (prawie 5 i 3 latka) i czasem sama się zastanawiam „dlaczego teraz mi się chce, jak kiedyś kiedy ich nie było mi się nie chciało, skąd te siły, skąd ten czas jak wcześniej go nie było”? Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *